Wolontariusze i Clowni

Popołudniową ciszę oddziału dziecięcego jednego z gdańskich szpitali przerywa skrzypienie małych drzwi magazynu. Oto zamiast salowej z zapasem pościeli, na korytarzu pojawia się kilka niebanalnych postaci, których wygląd mocno kontrastuje z powagą miejsca. Kiedy tu weszli? Skąd się urwali? Kto ich w ogóle tu wpuścił? Te pytania nie padają ani razu; przeciwnie, personel wydaje się być przyzwyczajony i przyjmuje ich z dużą dozą życzliwości.

Bo jeden dzień bez uśmiechu to dzień  stracony. Voltaire

Mówi się, że na pewnym etapie kariery, lekarzy już nic nie zdziwi…Nawet zgraja cyrkowców spacerująca  w najlepsze po korytarzach placówki… Nagły wybuch dziecięcego śmiechu w jakimś pomieszczeniu, daje do zrozumienia, że clowny rozeszły się niepostrzeżenie po salach i zdążyły oswoić co śmielszych pacjentów. W ruch poszły już bańki mydlane, balony, wszelkiego rodzaju sztuczki i przeróżne gadżety. Na oddziale, niezależnie od warunków meteorologicznych, szybko robi się słonecznie. Z pod kolorowych kapeluszy wysypują się czerwone noski, z dziecięcych twarzy tryskają uśmiechy. Nie ma czasu do stracenia, trzeba się clownowi pochwalić nową ciężarówką, poskarżyć na drażniący w rączce wenflon,  z clownem trzeba pocieszyć misia, trzeba wspólnie pohuczeć na korytarzu, stoczyć pojedynek na balonowe szpady i czasem jeszcze przytulić, nim jak czarodziejski sen, on zniknie za  białymi drzwiami z resztą swej clownowej drużyny.

Dziś jest ich około czterdziestu – wyznawców „Śmiechoterapii”. Młodych, zdolnych, wrażliwych i nieuleczalnie dotkniętych dobrym humorem. Każdy z nich ma swój indywidualny charakter, przezwisko, niepowtarzalny koloryt i sposób pracy z małym pacjentem.  Przybywają  z różnych stron, są licealistami, studentami kierunków pedagogicznych i prawa, ekonomii, medycyny, biotechnologii. Dla wszystkich  tych, którzy mają predyspozycje po temu by znaleźć w sobie wesołka, podzielić się tym co szczere, dobre i ciepłe, drzwi gdańskiego oddziału Fundacji Dr Clown – Mekki dobrych pomysłów i zwariowanych przedsięwzięć – pozostają otwarte. Nad wszystkim trzyma pieczę Agnieszka Stankiewicz koordynator i założycielka Oddziału, która jeszcze w 2005 roku zaczynała z garstką zaledwie siedmiu, ośmiu osób. Na brak zajęć się tu nie narzeka. Opanować mnożące się urzędowe sprawy nie jest łatwo,  praca w Fundacji „Dr Clown” to przecież nie tylko wyjścia do szpitali, to również współpraca z innymi organizacjami użytku publicznego, to udział w różnego rodzaju akcjach jak „Pola Nadziei” pod patronatem Hospicjum, organizacja imprez dla chorych dzieci, pozyskiwanie funduszy na ten cel i wiele innych  tłoczących się zagadnień, z których żadne nie cierpi zwłoki. Tu optymizm i hart ducha niezwykle trudno zachować; ale coś już takiego jest magicznego, w tych Clownach, że zawirowania szarego świata i opinie smutasów zza biurka pozostają drugoplanowe. Drugoplanowe w porównaniu z tak ważnymi próbami żonglerki, naśladowaniem dziwnych kroków i improwizowanymi upadkami przed  oniemiałą z zachwytu zacną publicznością w piżamkach.

Widać John Marshall  miał rację : Nie istnieją  żadne dowody  na to, że życie jest poważne.

Biuro Prasowe


Moto Safety Day